Sajgonki. Wszyscy wiemy, że ojczyzną tego pysznego dania są Chiny. Spożywamy je na różny sposób: na zimno, pieczone, smażone, z dipami, sosami. Jako dodatki do dań, przekąski oraz jako danie główne. Ja najbardziej preferuję te pieczone, ze złocistą, chrupiącą skórką papieru ryżowego. Dlaczego pieczone? Otóż dlatego, że tłuszcz, na którym się je głęboko smaży, nie dominuje cudownego połączenia smaków i czujemy je, rozkoszując się nimi od pierwszego gryza do ostatniego. Tłuszcz ma tutaj zastosowanie podczas smarowania cienką warstwą wierzchu sajgonki dla uzyskania chrupiącej powłoczki.
Sajgonki są bardzo wszechstronne z racji faktu, że do wnętrza możemy dodać nasze ulubione składniki (jeżeli dodajemy mięso pamiętajmy o ówczesnym podsmażeniu go, gdyż nie dojdzie do siebie podczas pieczenia). Ryż, makaron, warzywa, owoce - w papier ryżowy można zawinąć dosłownie wszystko. Ważne, by smakowo razem ze sobą współgrało. Moimi ulubionymi składnikami są marchewki, pieczarki, makaron sojowy, por, papryka. Przyprawą, bez której nie mogę się obejść przy robieniu ich (chociaż wiem, ze to małe faux pas kulinarne) jest curry. Nadaje ono swoistego charakteru, smaku no i oczywiście zapachu, który wielbię.
Moje sajgonki będą miały małą niespodziankę estetyczno-smakową. Zapraszam!
(wykorzystałam 17 sztuk papieru ryżowego)
Jak już wspomniałam wcześniej, można do nich dodać wszystko. Ja dodałam:
- 1 dużą cebulę
- 3/4 dużej papryki
- 1.5 marchewki
- małą puszkę kiełków (świeżych nie mogłam znaleźć)
- małe opakowanie makaronu ryżowego
- 2 pieczarki
- curry, pieprz, sos sojowy do smaku
Temperatura i czas: 200 stopni, 20-30 minut (w zależności od Waszego gustu, czy chcecie mieć bardziej chrupiące czy mniej)
Pokroiłam warzywa i dodawałam na patelnię w kolejności: cebula, marchewka, papryka, kiełki. Podsmażyłam dla zmiękczenia wraz z sosem sojowym. Następnie zaczęłam się zabierać do przygotowania makaronu (zagotowałam wodę, zdjęłam z gazu i włożyłam go na 3,4 minuty, odcedziłam). Gdy makaron stał z boku dodałam pieczarki i wymieszałam z warzywami. Po paru minutach dodałam makaron i doprawiłam wszystko curry i pieprzem.
UWAGA! Sos sojowy jest już słony, nie zalecam dodawania soli gdy już jest owy sos.
Potem papier ryżowy moczyłam w wodzie (by można było w niego zawinąć nadzienie) i nakładałam cały farsz. Można zawijać jak kto lubi : w tubki, kwadraty, trójkąty. To już od was zależy. Do nagrzanego piekarnika włożyłam sajgonki lekko posmarowane olejem, na ówcześnie przygotowanej blasze (papier do pieczenia + cienka warstwa oleju/oliwy, by nie przywarły sajgonki)
Polecam podawać ze słodkimi sosami. :)
Moja niespodzianka: Posypałam przed pieczeniem sezamem. Nadało to miłego akcentu, za który kubki smakowe się z pewnością nie obraziły.
I voila! Smacznego!
P.S. Wybaczcie moje zawijanie, nobody is perfect, prawda? A w rollowaniu się nie odnajdę jeszcze przez dłuugi, dłuugi czas.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dziękuję za komentarz oraz zapraszam częściej!
smacznego :)